czwartek, 28 sierpnia 2014

JAK SKUTECZNIE SCHUDŁEM 13 KG, CZ. 3

Cześć!

     Po krótkiej przerwie możecie nacieszyć oczy nowym wpisem. Tym razem skupię się na narzędziach dzięki którym było mi dużo łatwiej kontrolować proces chudnięcia. Niektóre z nich uważam za niezbędne, pozostałe to jedynie wygodne dodatki. Zacznę oczywiście od tych najważniejszych (w większości banalnych). Gotowi?

Zwykła waga łazienkowa 


Niezbędna do monitorowania na bieżąco naszej wagi. Najlepiej korzystać zawsze z tej samej, ważyć się dokładnie w tych samych warunkach co ustalony okres. Ja np. ważyłem się raz w tygodniu w środę (nie w poniedziałek, bo wahania wagi po weekendzie potrafiły być mylące), rano i po śniadaniu. Polecam co tydzień. Ważenie codziennie, lub jeszcze lepiej, kilka razy dziennie jest bezcelowe. Wahań wagi w ciągu dnia jest po prostu za dużo.

Lustro 


Nie służyło mi jedynie do robienia selfie, kontrolowanie wizualnych zmian naszego ciała, nie tylko cyferek, to ważna część procesu redukcji.

Miarka krawiecka


 No bo jak inaczej kontrolować zmiany swoich wymiarów? Nie macie i nie wiecie skąd wziąć? Zajrzyjcie do pasmanterii. A jeśli nie chce wam się ruszać tyłka do najbliższej, lub nie wiecie czym w ogóle jest pasmanteria, zapytajcie mamę lub babcię, one na pewno mają jakąś nieużywaną miarkę.


No chyba, że znacie kaloryczność wszystkich produktów na pamięć ;)

Waga kuchenna


Niektórzy z was być może posiadają już taką, a jeśli nie, trzeba się zaopatrzyć. Bez obaw, nie jest to inwestycja która zgwałci wasze portfele (na allegro chodzą takie po 20 zł, z dostawą do domu - link). Są oczywiście droższe modele, ja jednak używałem właśnie tego ze zdjęcia i nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest to niezbędne narzędzie w kuchni, jeśli pragniemy liczyć kalorie.

To by było na tyle, jeśli chodzi o narzędzia niezbędne. Pozostałe które bardzo mi pomogły to:



Te same o których pisałem w moim pierwszym poście. Poza kalkulatorem zapotrzebowania kalorycznego są tam również m.in. kalkulator tkanki tłuszczowej, spalania oraz wyciskania. Warto być jednak ostrożnym i pamiętać, że nie pokazują one prawdy objawionej. To jedynie algorytmy, które niekoniecznie mają pokrycie w rzeczywistości. Stuprocentową pewność np. co do poziomu tkanki tłuszczowej dadzą jedynie profesjonalne badania. Kalkulatory są jednak świetnym punktem odniesienia jeśli nie uśmiecha nam się chodzić na badania co tydzień. ;)

Exel 

To naprawdę wspaniałe narzędzie do monitorowania i zapisywania swoich postępów.
 Poniżej mały przykład w jaki sposób używałem go ja sam.

Cóż za wahania i niekonsekwencja.
A mimo to cel został osiągnięty ;)

Tak stworzona tabelka daje nam jako taki przegląd wagi, naszych wymiarów oraz ilości jedzenia na przestrzeni tygodni. Brak w nim jednak podziału na makroskładniki, czyli białko, tłuszcze i węglowodany (będę miał co udoskonalać w nadchodzącym sezonie). Ale ja sobie ufam i wiem, że proporcje były mniej więcej zawsze takie, jakie być powinny ;)
Co jeszcze nam daje konsekwentnie prowadzona tabelka? Brak wymówek. Koniec narzekań pt: "tak się staram a efektów nie ma". Kiedy wszystko mamy wypisane czarno na niebieskim (tak, to mój ulubiony kolor), to albo są efekty, albo wiemy dlaczego ich nie ma. 

No i to byłoby na tyle, na tym zakończę serię wpisów o mojej redukcji. Mam nadzieję, że fajnie wam się czytało. A jako, że liczba odsłon i opinie jakie dostaje pozytywnie mnie zaskakują to na pewno będę kontynuował bloga. ;)
Na koniec mały motywator.

Grudzień 2013
v
Sierpień 2014

 Do następnego i na trening! 
Pozdro!

2 komentarze:

  1. Czy trenujac w domu na wlasnym sprzecie kupionym za pieniadze wydane na karnet osiagnalbys ten sam efekt???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie byłoby to możliwe, a w najlepszym wypadku bardzo trudne. Dobry sprzęt do ćwiczeń to duży wydatek, znacznie większy niż miesięczny, czy nawet roczny karnet na siłownię ;) Poza tym nie przepadam za ćwiczeniem w domu, kwestia atmosfery. Na siłowni jestem skupiony wyłącznie na treningu, w domu jest za dużo rozpraszaczy.

      Usuń